wtorek, 12 listopada 2013

Małe co nieco

Długi weekend upłynął jakoś tak bez wyrazu. Czy to pogoda nie taka i skłania raczej do nastrojów depresyjnych czy też wyłazi zmęczenie poprzednich dni, a może stres?
W każdym razie jakoś weny twórczej mi brakowało. Z trudem skleciłam poduchę, szydełkowe gwiazdki i pudełko. Wyszło trochę dziwnie, ale może niech już zostanie jako wstęp do bardziej wymyślnych robótek w przyszłości.
 Staram się pamiętać o tym żeby się cieszyć każdym dniem i tym co mam, ale czasem jest to bardzo trudne. Przychodzą momenty, gdy mam wrażenie, że nic mi się nie udaje i każdy robi wszystko ładniej, mądrzej, ciekawiej i lepiej niż ja. Ale dość tych narzekań. Przejdźmy do bardziej "barwnych" aspektów życia.
W wolnych od gotowania i innych obowiązków chwilach wydziergałam podusię. Wymaga jeszcze doszycia tyłu.



Pamiętacie te komunistyczne, plastikowe torebki na zakupy z koralikami? Właśnie jedną taką podarowała mi moja mama. Kosmiczna, nieprawdaż?





Resztę moich weekendowych wypocin pokażę jutro, bo muszę je dokończyć i nie zrobiłam jeszcze fotek.

Pozdrawiam i życzę dobrego samopoczucia i samych pozytywnych myśli w tym tygodniu.
Ula